Poniedziałek, 6.10.2014

W poniedziałek synod zaczął się w auli synodalnej, znajdującej się ponad aulą Pawła VI, w której spotykają się wszystkie grupy na audiencjach, w szczególności na audiencjach środowych. Porządek czasowy jest określony: od godziny 9 do godziny 12.30 i potem od 16.30 do 19, czyli odbywają się dwie sesje: przedpołudniowa i popołudniowa.

Na samym początku warto powiedzieć kilka słów na temat metody. Nowy sposób pracy rozpoczynającego się w najbliższą niedzielę III Nadzwyczajnego Zgromadzenia Synodu Biskupów przedstawił kard. Lorenzo BALDISSERI. Sekretarz generalny Synodu Biskupów wskazał, iż nowością był dokument przygotowawczy wraz z załączonym kwestionariuszem, skierowanym do episkopatów, na który odpowiedziało także wielu kapłanów, zakonników oraz osób świeckich. Pozwolił on na ukazanie wielu aspektów rzeczywistości obecnej w poszczególnych Kościołach partykularnych i środowiskach duszpasterstwa rodzin.

Kardynał BALDISSERI wskazał również na nowe sposoby organizacji pracy. Relacja przed dyskusją (relatio ante disceptationem) zostanie zredagowana z uwzględnieniem treści wystąpień ojców synodalnych, które napłynęły z wyprzedzeniem do sekretariatu generalnego. W ten sposób stanie się ona punktem odniesienia podczas obrad w auli.

Drugą nowością będzie uporządkowanie w pierwszym tygodniu prac poruszanych kwestii zgodnie z tekstem Instrumentum laboris. Począwszy od drugiej kongregacji generalnej (popołudnie 6 października) obrady podejmą następujące kwestie: Plan Boży względem małżeństwa i rodziny, Znajomość i recepcja Pisma Świętego oraz dokumentów Kościoła o małżeństwie i rodzinie. Trzecia kongregacja generalna, we wtorek, 7 października podejmie do południa kwestie: Ewangelia rodziny i prawo naturalne oraz Rodzina i powołanie osoby w Chrystusie. Podczas czwartej, tego samego dnia po południu – Duszpasterstwo rodziny – różne aktualne propozycje. W środę, 8 października do południa poruszone zostaną trzy kwestie: Wyzwania duszpasterskie dotyczące rodzin, Kryzys wiary i życie rodzinne/sytuacje krytyczne w obrębie rodziny, Zewnętrzne naciski na rodzinę/pewne sytuacje szczególne. Po południu tego dnia mowa będzie o trudnych sytuacjach duszpasterskich, sytuacjach rodzinnych, w tym związkach osób tej samej płci. W czwartek, 9 października do południa mowa będzie o wyzwaniach duszpasterskich związanych z otwarciem na życie, zaś po południu o wychowaniu chrześcijańskim. Każda kongregacja generalna rozpocznie się od ogłoszenia tematu przez przewodniczącego delegowanego, następnie swoje świadectwo złoży jedna z par małżeńskich uczestnicząca w synodzie jako audytorzy.

Trzecią nowością będzie to, że przedstawiona w poniedziałek, 13 października relacja po dyskusji (Relatio post disceptationem) będzie stanowić podstawę prac w małych grupach językowych, w których przygotowywana będzie relacja synodu – dokument końcowy, który zostanie przekazany Ojcu Świętemu. Nowością będą także codzienne briefingi z udziałem niektórych ojców synodalnych. W biuletynach prasowych zawarte będą aktualne informacje. Ponadto zostanie uruchomione konto Twitter, gdzie syntetycznie zawarte będą najważniejsze wiadomości w czasie realnym.

Kardynał André VINGT-TROIS podkreślił, że Kościół jest rodziną, w której debata jest uprawniona, a nie partią totalitarną, w której narzuca się jedyną słuszną myśl, wykluczając jakąkolwiek refleksję. Zawsze w Kościele istniały różne szkoły, gdzie wypracowywano różne tezy teologiczne. Pewne z nich uznano za uzasadnione, inne nie do pogodzenia z nauczaniem Kościoła. Jednak wszystkie mogą dopomóc w rzuceniu światła na poruszane w debacie kwestie. Synod jest wydarzeniem, w którym spotykają się różne interpretacje Pisma Świętego i tradycji Kościoła. Ma on dążyć do konsensusu i sformułować „propozycje”, które zostaną następnie przedstawione papieżowi. To właśnie Ojciec Święty wypełnia swoją misję nauczycielską, zatwierdzając i promulgując pewne propozycje, aby obowiązywały one w całym Kościele. W międzyczasie komentarze dziennikarskie roztrząsają wypowiedzi tego lub innego kardynała czy biskupa, sprawiając wrażenie, że jest to głos synodu. Tymczasem wypowiedzi poszczególnych ojców synodalnych są tylko subiektywna opinią, która nie musi mieć wpływu na sam synod. Ostateczną wersję usłyszymy dopiero w drugiej jego części w roku 2015, gdy relatorzy i przygotowujący relację ostateczną przedstawią Ojcu Świętemu propozycję synodu. Ojciec Święty przyjmie ją albo nie przyjmie, albo przyjmie z poprawkami. Dlatego wypowiedzi poszczególnych ojców synodalnych teraz nie mają jeszcze żadnego znaczenia – dają obraz opinii tego czy innego człowieka, co niekoniecznie musi mieć jakikolwiek wpływ na bieg synodu. Dlatego nie należy się ekscytować tymi lub innymi wypowiedziami ojców synodalnych, w szczególności jeśli brzmią one bardzo sensacyjnie.

W poniedziałek, punktualnie o godzinie 9, modlitwą Veni Creator Spiritus rozpoczęła się pierwsza sesja. Potem kard. Lluís MARTÍNEZ SISTACH z Hiszpanii poprowadził medytację na temat Słowa Bożego. Dalej miała miejsce modlitwa Pod Twoją obronę i pozdrowienie skierowane do papieża przez kard. André VINGT-TROIS’a z Paryża: „Tyle milionów rodzin szczęśliwych, tyle problemów. Niech Duch Święty prowadzi, abyśmy odpowiedzieli na Twoje oczekiwania i pragnienia Kościoła”. Następnie Ojciec Święty nawiązał do ciała, które konstytuuje synod, mówiąc, aby każdy wyrażał się jasno i wypowiadał to, co czuje con paresia, czyli przedstawiając swoje zdanie i swoją opinię z wewnętrzną wolnością i z pokorą, żeby nie było niedomówień. Synod ma się odbywać też cum Petro e sub Petro i dlatego Ojciec Święty będzie towarzyszył wszystkim sesjom synodalnym od początku do końca, z wyjątkiem sesji środowej, kiedy to uczestniczy on w audiencji ogólnej.

W tym miejscu przypomniała mi się wcześniejsza rozmowa z prof. Stanisławem GRYGIELEM, dyrektorem Papieskiego Instytutu Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną w Rzymie. Na tydzień przed synodem biskupów o rodzinie instytut ten opowiedział się przeciwko zmianie dotychczasowej praktyki Kościoła odnośnie do rozwodników żyjących w związkach niesakramentalnych. Choć ten założony przez papieża Polaka instytut jest jedną z najbardziej kompetentnych instytucji kościelnych w sprawach rodziny, jego przedstawiciele nie zostali zaproszeni do udziału w synodzie. Niemniej dwaj profesorzy instytutu Amerykanin Stephan KAMPOWSKI oraz Hiszpan ks. Juan José PÉREZ-SOBA wydali książkę, w której polemizują z propozycjami przedstawionymi na lutowym konsystorzu przez kard. Waltera KASPERA. Postulował on wówczas dopuszczanie do Komunii w niektórych wypadkach i po odpowiedniej pokucie osób żyjących w związku niesakramentalnym. Autorzy proszą, by potraktować ich pracę jako służbę Kościołowi, głos w publicznej dyskusji, której pragnie papież. Wstęp do książki napisał kard. George PELL, do niedawna metropolita Sydney, a obecnie szef watykańskiego Sekretariatu ds. Ekonomii. Kardynał PELL zapewnia, że książka ta jest pomocą w obronie chrześcijańskiej i katolickiej tradycji małżeństwa monogamicznego i nierozerwalnego.

Potem sekretarz synodu, kard. Lorenzo BALDISSERI, przedstawił metodologię synodalną. Przypomniał też, że na zakończenie synodu będzie miała miejsce beatyfikacja papieża Pawła VI, który był znaczącym punktem odniesienia dla kolegialności i synodalności oraz twórcą samego synodu biskupów.

Po przerwie, o godzinie 11, relację ante disceptationem przedstawił kard. Péter ERDŐ. Doskonała relacja, która zbierała całościowy pogląd na wszystkie sprawy związane z małżeństwem i rodziną i to na dodatek w sposób bardzo wyważony. Długi, czternastostronicowy tekst, osobiście przeczytany przez kardynała, wzbudził duże zainteresowanie. Wielu gratulowało autorowi podejścia do sprawy i wyrażało szacunek do niego.

Potem, jak to zwykle bywa, rozpoczęła się dyskusja różnych kardynałów i biskupów. Ta dyskusja dotykała bardzo różnych spraw, dlatego – według metodologii synodalnej –wypowiadający się mieli się ustosunkowywać w porządku, w jakim są one wymienione w punktach Instrumentum laboris. Mówiono o procesie katechetycznym i formacyjnym oraz o katolikach, którzy niekiedy – tak jak w Japonii – jako jedyni katolicy w rodzinie, są osamotnieni we własnym domu. Dalej mówiono też o powrocie do życia rodzinnego, o jakim wspominał kard. Wilfrid Fox NAPIER z Republiki Południowej Afryki. W Afryce małżeństwo i rodzina są w ogromnej cenie, co potwierdza zresztą większość biskupów afrykańskich. Wydaje się, że model tradycyjny bardzo mocno się tam zachował – pomijając pewne wynaturzenia, jak poligamia czy poliandria. Ogólnie, Afryka zdaje się być w całym świecie ostoją małżeństwa i rodziny, nie tylko w sensie dwóch rodziców razem z dziećmi, ale w sensie bardzo szerokiej rodziny, który się wspiera i mocno ze sobą współpracuje.

Wspomniano też o tym, że potrzebna jest otwarta debata, która nie odchodzi od ideałów, ale bierze pod uwagę, że nowożytność nie oznacza tylko dekadencji, ale także promocję większej wolności – czyli, że ma też pozytywne cechy, które należałoby brać pod uwagę.

Poniedziałkową sesję popołudniową o godzinie 16.30, przy obecności 180 ojców synodalnych oraz uczestniczących w synodzie audytorów, rozpoczęto od świadectwa jednego z trzynastu małżeństw zaproszonych na synod, Romano i Mavis PIROLA – małżeństwa od 55 lat, którzy mają czwórkę dzieci. Zaangażowani od lat w życie Domowego Kościoła są obecnie dyrektorami w Radzie Katolików Australii ds. Małżeństwa i Rodziny. Na synodzie dzielili się m.in. tym, jak bardzo wiara pomagała im w budowaniu małżeńskiej i rodzinnej jedności. Mówili również o znaczeniu seksualności w życiu małżeńskim, a także o odpowiedzialności ciążącej na rodzicach za wychowanie dzieci. Wskazali, że „parafie są rodzinami dla rodzin” i musi to być widoczne w codziennym życiu. Powinny traktować przychodzących „jako swoje dzieci” i przygarniać także tych, którzy ze względu na swą skomplikowaną sytuację życiową, jak chociażby rozwód czy homoseksualizm, nie czują się do końca akceptowani.

Następne opinie dotyczyły ostrożnego podejścia do sprawy dokumentów. Jeden z biskupów mówił o mającej szesnaścioro dzieci rodzinie, z której pochodził, i o rodzicach, którzy nie znali ani katolickiej nauki społecznej, ani dokumentów Kościoła, a mimo trudności i kłopotów świetnie sobie poradzili z wychowaniem dzieci. Głos ten miał nie tyle prowadzić do zrelatywizowania wagi nauczania Kościoła czy dokumentów Kościoła, ale do przekonania, że nie wszystko co w tych dokumentach – nawet najlepszego – się znajduje, jest w stanie przekonać człowieka, doprowadzić go do żywej wiary oraz ukształtować ewangelizujące małżeństwa i rodziny.

Wspomniano o tym, że na konsystorzu nie było dosyć czasu na wyjaśnienia, że potrzeba lepszego poznania nauczania kościelnego i że doktryna rozwija się ciągle, lecz po tej samej linii z ostrożnością w interpretowaniu Pisma Świętego, że miłosierdzie i sprawiedliwość są według św. Tomasza częścią jednej cnoty i nie można ich przeciwstawiać, gdyż nie istnieje między nimi antynomia, a Kościół ma jednoczyć w sobie wszystkie antynomie. Zauważono też, że trudnością dzisiejszych rodzin jest indywidualizm narcystyczny, który nie bierze pod uwagę nauczania Pisma Świętego. Następuje „odrodzinnienie rodzin” – zjawisko, które nie jest dobre samo w sobie i popycha człowieka do izolacji i sprawia, że trudno mu odnaleźć pogodne i dobre relacje familijne z innymi członkami rodziny. Mówiono dalej o seksualności i prokreacji oraz o ewangelizowaniu środowisk zsekularyzowanych, o zaangażowaniu w obronie godności kobiety i o modelu – przypomnianym już przez Ojców Kościoła – według którego słuchanie świata jest nie tyle rozwiązaniem problemów, co raczej jest konieczne, by poznać język świata i umieć nim mówić do drugiego człowieka. Kryje się tu jednak niebezpieczeństwo „zeświatowienia”, czyli zamienienia chrześcijaństwa na spłyconą wersję człowieka światowego, który nie ma światu nic do powiedzenia. Mamy tu więc z jednej strony sprawę języka, ale z drugiej – zwrócenie uwagi na to, żeby nie stracić charakteru chrześcijańskiego. Poruszono następnie temat przygotowania do bierzmowania i pomocy w osiągnięciu tego celu. Mówiono zatem o wymiarze eschatologicznym małżeństwa i rodziny oraz o konieczności niezagubienia ostatecznego celu, do którego prowadzi nas Kościół. Sam Kościół bywa porównywany do przewodnika alpejskiego, który ciągnie w górę rodzinę i małżeństwo. Debatowano też o interpretacji hermeneutycznej i o tym, czym jest w Kościele Tradycja i jaki jest jej cel. Przypomniano, że tylko zasady są trwałe, a nie formy i stąd nierozerwalność małżeństwa jest czymś, co z punktu widzenia egzegetycznego musi być jasno wypowiedziane.

Tu warto przytoczyć opinię socjologa, Roberto VOLPIEGO: jeśli Kościół będzie tylko wychodził do świata, to przestanie być atrakcyjny, nie będzie już stawiał pytań. jego zdaniem najbardziej potrzebują wsparcia tak zwane rodziny o wysokim stopniu odpowiedzialności, czyli te, które decydują się na wychowanie dzieci. One są dzisiaj najbardziej pokrzywdzone, a faktyczne zrównywanie ich z innymi związkami jest zgubne dla społeczeństwa. Zastrzega on, że ocenia synod z pozycji „laickiej”. Przestrzega jednak biskupów, by nie łudzili się, że wolne związki zrekompensują jakoś brak małżeństw. Równouprawnianie wszystkich związków sprawi, że za trzy, cztery dekady rodzina po prostu wyginie. „Dziś rodzina jest przegrana, trzeba przywrócić moc samej idei rodziny”.

Bardzo piękne refleksje prowadził – na wcześniejszym spotkaniu – prof. Joseph WEILER, Żyd, który kiedyś występował w Strasburgu w obronie chrześcijańskich korzeni Europy. Podał on, przytaczaną przez nas dawniej na katechezie, bardzo prostą definicję małżeństwa religijnego i niereligijnego: małżeństwo religijne składa się z trzech osób, a małżeństwo niereligijne składa się z dwóch osób. Przy małżeństwie religijnym są małżonkowie i jest Pan Bóg, a przy małżeństwie niereligijnym są tylko małżonkowie. Dlatego reguły postępowania w odniesieniu do obu tych małżeństw są zupełnie odmienne. Profesor sugerował wtedy, żeby nie przejmować się tym, co stanowią związki cywilne czy związki homoseksualne, ponieważ nie są to małżeństwa religijne i nie mają nic wspólnego z tym, co my uważamy za małżeństwo religijne, czyli za związek dwojga z Bogiem.

Potem pojawiło się wiele innych myśli, jak ponowne odkrycie języka religijnego czy tłumaczenie „od osoby do osoby” tego, co niesie ze sobą orędzie Chrystusowe. Jezus spotykał tłumy, ale mówił do osoby. Dlatego trzeba dążyć do spotkania osobowego i tylko w takim znaczeniu dzisiaj drugi człowiek odpowiada. Trzeba też, jak mówił jeden z kardynałów, takiego odniesienia do małżeństwa i rodziny, jak u dobrego Samarytanina, który zwraca się do drugiego człowieka z miłością miłosierną. Należy wziąć pod uwagę to, że elementy uświęcenia tkwią w każdym małżeństwie i że nawet w małżeństwie niechrześcijańskim też trzeba brać pod uwagę subsystencję Ducha Świętego. Istnieje analogia między Kościołem a małżeństwem. Elementy uświęcenia popychają wszystkie małżeństwa w kierunku katolicyzmu, a tchnięcie miłości i nadziei w tych, którzy żyją w sytuacjach nieregularnych, jest również potrzebne, aby i oni mogli uczestniczyć w pełni w uświęceniu.

Dalej kard. Gianfranco RAVASI – zgodnie ze swoim powołaniem – wspominał o Biblii, która właściwie jest historią rodzin. Mówił o tym, że słowo „syn” jest – po imieniu Bożym – słowem najczęściej pojawiającym się w Piśmie Świętym (około pięciu tysięcy razy). Pierwotna wspólnotowość wiązała się z nierozerwalnością, ale były też problemy. Istnieje też coś, co jest konieczne do zauważenia, nie tylko w dawnym przekazie biblijnym, ale i w dzisiejszym, i w przyszłym, mianowicie komplementarność. Ruchy feministyczne starają się przeciwstawić jednego małżonka drugiemu i doprowadzić do walki między nimi o większe prawa dla jednej ze stron. Tymczasem stare nauczanie Kościoła mówi o komplementarności, to znaczy o wzajemnym uzupełnianiu się tych, którzy są częścią małżeństwa i rodziny.

Można by tu jeszcze przytaczać dużo spraw, ale to wystarczyłoby – wydaje mi się – spośród tych najistotniejszych rzeczy, które przypadały w poniedziałek i na tym skończylibyśmy tę część.