Piątek, 10.10.2014

W piątek, 10 października, o godzinie 9, przy obecności 185 ojców, przeszliśmy do głosów audytorów. Skończyła się więc sekwencja wypowiedzi ojców synodalnych, a zaczął się blok wypowiedzi osób świeckich, które uczestniczą w synodzie i przedstawiają swoje świadectwo i własny punkt widzenia, ubogacając synod.

Najpierw małżonkowie AZZO z Iraku mówili o sytuacji rodzin chrześcijańskich żyjących w otoczeniu islamskim. Opowiedzieli o długotrwałej wojnie i o tym, że na skutek wojen, które przeszły przez Irak, jedna trzecia chrześcijan wyemigrowała i znajduje się w rozproszeniu, mieszkając poza Irakiem. Z tego tytułu Kościół katolicki w Iraku bardziej się zjednoczył i stał się rodziną, świadcząc sobie wzajemną pomoc. Wspominali zatem o różnych okolicznościach związanych z trudnościami życia w kontekście wojennym i islamskim.

Potem małżonkowie Botolo i Kisanga SOSAWE, założyciele Wspólnoty Rodzin Chrześcijańskich z Konga, wspominali o oczekiwaniu rodzin kongijskich wobec synodu. Mówili, że trzeba lepiej przygotować kapłanów, że należałoby ustosunkować się wobec sprawy bezpłodności par małżeńskich, że trzeba by jasno przedstawić nauczanie Kościoła wobec genderyzmu – inwazji, która jest wspierana także z zewnątrz. Do tego dochodzi wiele innych problemów, które przeżywa Afryka, takich jak bezrobocie, brak szpitali i handel dziećmi.

Prof. Zelmira María BOTTINI DE REY z Papieskiego Uniwersytetu Argentyny mówiła o więzi między uniwersytetem a diecezjami oraz o roli instytutów rodziny. W jej opinii instytuty te pełnią ważną funkcję. Jest ich piętnaście i są ze sobą stowarzyszone. Trzeba by jednak czegoś więcej, a mianowicie międzynarodowej unii instytutów, aby ich oddziaływanie było silniejsze. Tu przypomina się Instytut Rodziny w Rzymie, któremu przewodzi prof. GRYGIEL. Pani profesor wypowiadała się też na temat przygotowania świadków oraz pastoralnych asystentów rodzinnych i małżeńskich, którzy wspieraliby pracę samych księży.

Państwo GATSINGA z Rwandy, należący do ruchu „Focolari” małżonkowie z dwudziestosześcioletnim stażem, którzy mają ośmioro dzieci, w tym czworo adoptowanych, wspominali o trudnościach w komunikacji miedzy małżonkami, o modlitwie w rodzinie i o ekonomii rodzinnej. Mówili, że tam, gdzie ślub jest zbyt drogi, oni podejmują pewien wysiłek społeczny, który pomaga narzeczonym, aby mogli zawrzeć związek małżeński i stworzyć rodzinę.

Ilva Myriam HOYOS CASTAÑEDA z Kolumbii wspominała o obronie praw dziecka i o odpowiedzialności pasterzy, którzy winni mówić o problemach w tej dziedzinie wobec państwa, a także osób dźwigających urzędy publiczne. W sprawach, które dotyczą zarówno dzieciństwa, młodości, jak i samej rodziny, ważna jest współpraca państwa i Kościoła.

Małżonkowie Luis JENSEN ACUÑA i Pilar ESCUDERO DE JENSESN z Chile, należący do Ruchu Szensztackiego, wspominali o przygotowaniu małżeństw do atmosfery wiary. Oni sami tworzą dom otwarty dla wszystkich, którzy potrzebują wsparcia. Mówili też o swoim nauczaniu metod naturalnych na uniwersytecie, o centrum bioetyki i o tym, że to wszystko dokonuje się w towarzystwie kapłana.

Sélim i Rita KHOURY z Libanu mówili o sytuacji maronitów antiocheńskich, o towarzyszeniu parom małżeńskim w trudnościach oraz o tak zwanym duszpasterstwie pojednania, które polega na pomocy w pokonaniu trudności małżeńskich przez osobę z zewnątrz. Wspomnieli o współdziałaniu z Uniwersytetem Bejruckim w przygotowaniu współpracowników w takiej drodze towarzyszenia.

Lacalle NORIEGA z Hiszpanii poruszyła temat, który dość często wraca, a mianowicie o takim przygotowaniu kleryków i formacji permanentnej kapłanów, aby umieli oni tłumaczyć trudne kwestie małżeńskie. Konieczną sprawą jest też, w jej opinii, dostosowanie homilii do wymagań i pragnień małżonków. Wspominała też o Instytucie Jana Pawła II i o dwóch typach miłosierdzia: miłosierdziu Dobrego Pasterza, który idzie za zbłąkaną owcą i niesie ją na swoich plecach, oraz o negatywnym miłosierdziu złego medyka, który przyczynia się do zabijania dzieci. Moc Boża jest ważniejsza i silniejsza niż wszystkie trudności rodzinne, jakie spotykamy.

Małżonkowie Lucia i Giuseppe PETRACCA CIAVARELLA, lekarze z Włoch, zauważyli, że młodzi nie tyle mają potrzebę wielkich nauk o małżeństwie i rodzinie, ile bardziej potrzebę świadectwa. Wołanie Jana Pawła II: „Rodzino, stań się, czym jesteś!” ewoluuje w kierunku pytania: „Rodzino, gdzie jesteś?”. Mówcy wspomnieli też o potrzebie formowania zdrowych rodzin.

Pani Michèle TAUPIN z Francji, z ruchu „Nadzieja i Życie”, mówiła o szczególnej formie wsparcia rodzin, jaką jest pomoc wdowom. Wspominała o żałobie i pomocy, o przystosowaniu się do sytuacji, gdy jedna osoba, po owdowieniu, musi przejąć troskę o całą rodzinę, a także o przygotowaniu osób, które już przez podobne doświadczenie przeszły i które mogłyby wesprzeć wdowy i wdowców w czasie trudnego okresu śmierci współmałżonka oraz towarzyszyć im w trudnościach, które przychodzą później.

Gdy idzie o popołudniowe spotkanie w tzw. circolo minore, czyli o grupie językowej – bo takie jest znaczenie tego terminu – to przypomniano na nim wystąpienie, które dotyczyło orędzia skierowanego przez synod do rodzin.

Potem nastąpił blok wypowiedzi już nie ojców synodalnych, nie audytorów, ale przedstawicieli Kościołów bratnich. Rozpoczął je metropolita Belgii, ATHENAGORAS, który w imieniu patriarchy BARTŁOMIEJA przekazał synodowi pozdrowienia i przedstawił stanowisko prawosławne w kwestii małżeństwa, ekonomii małżeńskiej i roli kapłana towarzyszącego. Przytoczył też zdanie Serafina z Sarowa o tym, że częste przyjmowanie Eucharystii jest konieczne, a jeśli zbliża się do niej człowiek skruszony, gładzi ona grzechy. Podniósł zagadnienie antykoncepcji i tego, w jaki sposób kapłani żyjący w rodzinach prawosławnych mogą służyć swoją pomocą rodzinom potrzebującym wsparcia. Była także mowa o wypowiedzi metropolity Damietty w Egipcie, o tekstach z Pierwszego Listu do Koryntian traktujących o niewierzącym mężu uświęconym przez wierzącą żonę.

Dalej miały miejsce wypowiedzi Mar YOSTINOSA z Libanu i Paula BUTTLERA, anglikańskiego biskupa Durham w Anglii, mającego czworo dzieci. Ten ostatni wspominał, że bardziej niż na trudnościach, nieszczęściach i tragediach życia rodzinnego, trzeba koncentrować się na nadziei. Przypominał różne typy małżeństwa, jakie przyjmuje się w ich Kościele, oraz mówił o statusie kobiet i dzieci. Opowiadał o przygotowaniu do małżeństwa, które nie polega na bliższym czy dalszym kursie przedmałżeńskim, ale zaczyna się od wczesnego dzieciństwa. Idąc tym trybem, można najlepiej przygotować młodych, by wizję – może nie sakramentalną, bo u nich sakramentu małżeństwa nie ma, ale Bożą – mogli zrozumieć i przeżyć. Dzielił się sposobem przyjmowania w Kościele tych, którzy się rozwiedli, oraz trudnościami, jakie spotykają.

FUBARA-MANUEL z Kościoła reformowanego w Nigerii wypowiadał się o punktach bliskości Kościoła reformowanego i katolickiego, o równości kobiet i mężczyzn, zdrowej rodzinie otwartej na wszystkich, o pozostających na marginesie i o tym, że trzeba razem walczyć, by pomóc małżeństwu i rodzinie, o miłosierdziu wobec nich. Mówił, że jesteśmy po tej samej stronie i spotykają nas te same nieszczęścia w małżeństwie i rodzinie. Powiedział też, że upadek małżeństwa i rodziny, jest upadkiem Kościoła.

Pani Valérie DUVAL-POUJOL z Kościoła baptystów, profesor egzegezy w Instytucie Katolickim w Paryżu, wychodząc od przesłanek biblijnych, wspominała o konieczności ochrony najbardziej zagrożonych i słabych, milczeniu dobrych, biblijnym orędziu o małżeństwie i o odwadze wiary. Dodała, że baptyści podzielają treści Evangelii gaudium, które zostały przedstawione przez papieża FRANCISZKA.

Tyle by było, jeśli chodzi o blok wypowiedzi Kościołów siostrzanych czy braterskich. Po południu odbyło się spotkanie grup językowych. Gdy idzie o naszą grupę, kard. Elia SGRECCIA, wielki specjalista od spraw nauczania Kościoła o małżeństwie i rodzinie, zapytał o cel synodu: czy jest nim pomoc rodzinom czy też rozwiązanie trudnych kazusów małżeńskich? Gdyby się nad tym zastanowić, to lepsze jest pierwsze rozwiązanie.

Kiedy podnosi się temat sakramentalności, to pojawia się zatrważające spostrzeżenie, że w wyniku rozmów z narzeczonymi dochodzi do konkluzji, że niewiele oni słyszeli i niewiele wiedzą o małżeństwie. Idą do ślubu, przynajmniej we Włoszech, bez większego przygotowania. Trzeba tu natomiast znajomości może nie tyle dokumentów, co bardziej samego celu małżeństwa katolickiego. Kardynał powiedział, że on nie błogosławi ślubów ludzi, których nie zna. Wiedząc o istniejącej trudnej sytuacji, domaga się zawsze spotkania z narzeczonymi. Zdaje sobie sprawę z tego, że część z tych ludzi zaprasza kardynała, by ślub był bardziej pompatyczny i nie ma w tym poważniejszego celu, jak tylko dodanie sobie splendoru. Dlatego kilkakrotne spotkania z narzeczonymi są okazją do tego, by rozmawiać o małżeństwie, jego nierozerwalności i katolickich celach. Dopiero wtedy, kiedy SGRECCIA przekona się, że narzeczeni faktycznie rozumieją, o co chodzi, i podejmują się tych zadań, błogosławi ślub.

Drugą kwestią, która padła, było zwrócenie uwagi na to, że włoski termin, często używany także w czasie synodu, divorziati risposati – rozwiedzeni, którzy zawarli ponowny związek małżeński – jest mylący, gdyż źle oddaje rzeczywistość. Nie chodzi tu bowiem o osoby, które ponownie zawarły związek małżeński w sensie katolickim, ale raczej o ślub cywilny, który nie pociąga za sobą żadnych skutków, jakie niesie małżeństwo katolickie. Dla nas nie jest to żaden sakrament i dlatego należałoby raczej mówić „małżonkowie, którzy zawarli drugie małżeństwo cywilne”, usankcjonowane przez państwo, lecz nie przez Kościół. Zwrócono zatem uwagę, aby nie stosować nazewnictwa paralelnego, jakoby w jednym i drugim przypadku chodziło o ślub w rozumieniu kościelnym.

W tym miejscu przypomina mi się głos jednego z najwybitniejszych dziś filozofów chrześcijańskich, Roberta Spaemanna. Jeszcze przed synodem – w artykule na łamach czasopisma „First Things” – odniósł się on do postulatu złagodzenia kościelnego nauczania względem rozwodników żyjących w związkach niesakramentalnych. Zauważył, że Kościół na Zachodzie, czy tego chce czy nie, staje się coraz bardziej kontrkulturą. W takiej sytuacji jego przyszłość zależy od tego, czy pozostanie solą ziemi. Piękno nauczania Kościoła może jaśnieć w całej pełni tylko wtedy, gdy nie będzie ono rozmywane. Przypomniał, że również nauczanie Jezusa o małżeństwie było niepopularne, budziło sprzeciw nawet u Jego uczniów. Dziś natomiast wielu duchownych, w tym biskupów i kardynałów, zamiast uwydatniać naturalny urok nierozerwalności małżeństwa, zastanawia się nad inną opcją, stanowiącą alternatywę dla nauczania Jezusa. Spaemann zdecydowanie rozprawia się z argumentami zwolenników zmian w nauczaniu Kościoła. Dostrzega przy tym całą złożoność sytuacji ludzi, którzy zawarli ponowne związki. Przyznaje, że sytuacji tych nie da się rozwiązać bezboleśnie, ale wpisany w nie ból jest konsekwencją grzechu i może stać się elementem pokuty. Niemiecki filozof przestrzega Kościół, by nie zapominał o ofiarach, porzuconych żonach i dzieciach. W jego przekonaniu Kościół, który dziś przyznaje, że nie dość zważał na ofiary w przypadkach nadużyć seksualnych, teraz popełnia podobny błąd w dyskusji o rozwodnikach. Czy wspomina kto o ich ofiarach? Porzucona kobieta musi patrzeć, jak Kościół godzi się na nowe związki i je błogosławi, a jej porzucenie uzyskuje kościelną aprobatę.

Powiedziano też, że w trudnych przypadkach należy szukać rozwiązania zgodnego z tradycją Kościoła. Gdy w latach pięćdziesiątych, a więc jeszcze przed soborem, wybuchł kryzys w Holandii, zaczęto iść w kierunku rozwiązań, które miały wyjść naprzeciw słabościom, naginając naukę kościelną. Skutkiem tego jest dzisiaj konieczność zamknięcia dwóch trzecich kościołów katolickich. Z tego wynika wniosek, że odrodzeniem może być tylko i wyłącznie rozwiązanie, które trzyma się tradycji katolickiej i wiernego orędzia o małżeństwie i rodzinie. Wspominano też, że Kościół w Holandii wychodzi naprzeciw pragnieniom rozwiedzionych, żeby nie wykluczać ich z Kościoła. Zaprasza zatem wszystkich do podchodzenia do Komunii, z tym że żyjący w ponownych związkach trzymają ręce skrzyżowane na piersi. Jest to dla kapłana znak, żeby zamiast Komunii, udzielić błogosławieństwa. W ten sposób nikt nie pozostaje w ławkach, napiętnowany, ale odczuwa się większą więź i troskę Kościoła.

Wreszcie była mowa o tym, że za mało mówimy o misyjności rodziny. Wygląda na to, jakoby misyjni byli tylko kapłan, zakonnik czy zakonnica, którzy biorą udział w samym trudzie misyjnym. Tymczasem, jak tego dowodzi ruch neokatechumenalny, misyjne mogą być także rodziny, które razem z dziećmi udają się do krajów misyjnych i tam starają się przeszczepić zdrowe komórki do chorego nieraz ciała społecznego. Ludzie, którzy opuszczają swoją pracę i pewność, którą ona daje, a udają się w niepewne, rozpoczynając swoje życie od nowa – czy to na jakiś czas, czy na stałe – są zdrowym świadectwem życia chrześcijańskiego.

Lekarze zwrócili uwagę, żeby nie ograniczyć się tylko do samego leczenia ran. Zamiast o współpracy, trzeba by mówić o współodpowiedzialności – kapłaństwa i małżeństwa razem – za małżeństwa i rodziny.

Ostatnia sprawa, którą należałoby wspomnieć, jest dosyć istotna. Chodzi bowiem o fakt, że żyjemy w epoce wielkiego natężenia walki ideologicznej na wielu płaszczyznach. Walka ta nie ogranicza się do tego czy innego Kościoła czy kraju, ale przybiera kształt globalny. Chodzi o zmianę nauczania kościelnego. Jeśli Kościół ustąpiłby w jednej dziedzinie, z pewnością nie byłby to koniec, ale początek walki o następne ustępstwa. Gdyby zostały udzielone przywileje jednostkowe, stałyby się one w końcu regułą. A zatem widzimy, że istnieje problem o wiele poważniejszy niż ten czy ów kryzys w takim czy innym Kościele.