Czwartek, 16.10.2014

Teraz chciałbym przejść do tego, co się wydarzyło 16 października, począwszy od godz. 10.30. Ta sesja generalna zawierała dwie części: wstąpienie metropolity Hilariona, jako przedstawiciela Kościołów bratnich, oraz wypowiedzi relatorów circuli minores. Brało w tym udział 178 ojców synodalnych.

Najpierw mówił metropolita HILARION, który przemawiał w imieniu patriarchy Cyryla. Powtarzał on to, co było już mówione w kontekście synodalnym: o relatywizmie, o coraz słabszych rodzinach w Rosji, o propagandzie wolnych związków, o dzieciach, które nie są widziane jako dar, ale jako obciążenie, o sierotach mających swoich rodziców. Zaznaczył też, że oba Kościoły podkreślają odpowiedzialność za małżeństwo i rodzinę oraz za godność i miłość ludzką. Stwierdził, że dlatego powinniśmy razem głosić orędzie w obronie rodziny, jednocząc siły przeciwko temu, co proponuje świat laicki. Razem trzeba także bronić małżeństwa i rodziny w dialogu z władzami legislacyjnymi, nie ograniczając się tylko do apeli, ale wchodząc także na drogę jurydyczną.

Gdy idzie o „drugie małżeństwo”, czyli związek cywilny, przedstawił pogląd prawosławia rosyjskiego na ten temat. Wspomniał też, że kler prawosławny rozumie problemy małżeństwa. Potem poruszył zagadnienie, które wprowadziło wiele poruszenia, mianowicie kwestię unitów, czyli Kościoła grekokatolickiego. Sugerował, jakoby tenże Kościół opowiedział się po jednej stronie konfliktu politycznego na Ukrainie, co – w jego opinii – nie jest krokiem ku jedności. Kościół nie powinien ingerować w konflikty polityczne, ale powinniśmy razem występować w sprawie Iraku czy Syrii i przeciwstawiać się wyniszczeniu chrześcijan na tych terenach. To były główne tematy poruszone przez HILARIONA, który przybył już po czasie, w którym miały miejsce wypowiedzi innych Kościołów i wspólnot chrześcijańskich.

W tym miejscu przypomina mi się – szeroko dyskutowane przed synodem – opracowanie arcybiskupa Cirila VASIL’a SJ, sekretarza Kongregacji dla Kościołów Wschodnich na temat rozwodników żyjących w związkach niesakramentalnych. Stwierdził on, iż nie da się przenieść na grunt katolicki prawosławnej praktyki względem rozwodników, którzy zawarli nowy związek. Wynika to z diametralnie różnej interpretacji nauczania Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa w obu Kościołach. Słowa „co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” dla prawosławnych mają charakter przykazania moralnego, które grzeszny człowiek narusza bądź ignoruje. Tradycja zachodnia, a wraz z nią wszystkie Kościoły katolickie, również wschodnie, widzą w tych słowach obiektywną prawdę o związku małżeńskim. Dowodzi on, że praktyka prawosławna wynika ze stopniowego ulegania wpływom prawa cywilnego, zwłaszcza bizantyjskiego. Niemniej nie czyniono tego bez pewnych oporów, ryzykując nawet konfliktem z cesarzem. W konsekwencji przyjętej na przestrzeni wieków praktyki prawosławie nie rozwinęło nauczania o nierozerwalności małżeństwa. Dlatego niektórzy teolodzy prawosławni uważają, że przywiązuje się dziś do tego zbyt małą wagę. Sekretarz watykańskiej dykasterii odradza korzystania z prawosławnych rozwiązań na tym polu. Jego zdaniem nie pomoże się rodzinie i małżeństwu poprzez zmniejszenie wymagań, „obniżenie poprzeczki” czy starotestamentalne dostosowanie się do zatwardziałości serca. Chrystus przyniósł nam nowe, rewolucyjne przesłanie, które szło pod prąd względem świata pogańskiego. Jego uczniowie głosili Dobrą Nowinę, bez lęku przedstawiając cele zbyt wysokie czy niemal nieosiągalne dla kultury swoich czasów. Obszerna analiza abp. Cirila VASIL’a na temat prawosławnych praktyk duszpasterskich względem osób rozwiedzionych została zawarta w książce pod tytułem Permanere nella verità di Cristo – „Wytrwać w prawdzie w Chrystusie”. Znalazły się w niej również teksty sześciu kardynałów i trzech katolickich teologów, opowiadających się za zachowaniem dotychczasowej praktyki Kościoła względem rozwodników.

W drugiej części sesji generalnej doszło do prezentacji syntez prac grup językowych. Każda grupa miała dziesięć minut na swoją wypowiedź i w tych ramach czasowych musiała się zmieścić. Prezentacje zaczęto od relatorów grupy włoskiej. Przemawiali kolejno: Salvatore FISICHELLA z Włoch, Stephen BRISLIN z Republiki Południowej Afryki, Luis Augusto CASTRO QUIDROGA z Kolumbii, John Atcherley DEW z Nowej Zelandii, Diarmuid MARTIN z Irlandii, Rodolfo VALENZUELA NÚÑEZ z Gwatemalii, Manuel Jesús ARROBA CONDE, Edoardo MENICHELLI i François-Xavier DUMORTIER z Włoch i André LÉONARD z Belgii. Ich wypowiedzi są niezwykle ciekawe, gdyż reprezentują inne podejście do tego, co było powiedziane w Relatio post disceptationem.

Zwrócono w nich uwagę, że pojawiające się w Relatio: zasada stopniowości, analogia ekumeniczna (rozwinięta przez punkt ósmy Lumen gentium) oraz pojęcie „ziarna słowa” wydają się być legitymizacją a priori sytuacji nieregularnych, czyli praktycznie grzesznych. Nie zmienia tego fakt, że uznajemy a posteriori, iż w wielu tych sytuacjach może być jakaś droga czy etap do sytuacji lepszej. Wskazano też, że sprawę Komunii duchowej należy przestudiować dokładniej, żeby jasno przedstawić nauczanie Kościoła w tym względzie.

Gdy idzie o pary homoseksualne, zauważono, że trzeba powstrzymywać się od wszelkiego rodzaju niesprawiedliwej czy gwałtownej dyskryminacji, którą te pary znoszą. Mowa tu także o dyskryminacji, która na nieszczęście pochodziłaby z łona samego Kościoła. To nie znaczy jednak, że Kościół powinien legitymizować praktyki homoseksualne, ani – tym mniej – że powinien uznać, jak czynią to pewne państwa, tak zwany związek cywilny między osobami tej samej płci. Powinno się piętnować wszystkie manewry pewnych organizacji międzynarodowych, które przez szantaż finansowy próbują narzucić biednym krajom legislację zakładającą tak zwane homoseksualne związki cywilne.

Mówiono też, że trzeba w pozytywny sposób przedstawiać encyklikę Pawła VI Humanae vitae, która wyśpiewywała piękno głębokiego i zjednoczonego związku małżeńskiego, łączącego w sobie tak stronę duchową, jak i cielesną. Od 1968 roku, kiedy została ogłoszona encyklika Humanae vitae, przeprowadzono tak wiele nowych badań rozwijających naturalne metody planowania rodziny – powiedziała Alice HEINZEN. Dokonał się naprawdę ogromny postęp w tej dziedzinie. Myślę, że nadszedł już czas, aby pary małżeńskie ponownie przyjrzały się tym metodom i rozważyły, czy po nie sięgnąć. Badania pokazują, że metody te gwarantują 99 proc. skuteczności, jeśli tylko małżeństwa chcą się ich nauczyć i prawidłowo je stosować. Zachęcam również media, aby zainteresowały się naszymi osiągnięciami. Naprawdę warto.

Wspominano, że trzeba wyraźnie stwierdzić, iż – przy wszystkich dobrych i słabych stronach – zagadnienie „Ewangelii rodziny” było już podnoszone w 28. punkcie Gaudium et spes i w nauczaniu papieskim (np. Familiaris Consortio, 11). Podkreśla się tam, że małżeństwo jest darem z siebie złożonym drugiej osobie. Tak łatwiej ukazać Chrystusa, który jest małżonkiem Kościoła. Jego „małżeństwo” rozpoczęte jest w procesie Wcielenia, zrealizowało się całkowicie na Kalwarii, a jednocześnie trwa w darze Ducha Świętego w sakramentach. Zatem piękno związku małżeńskiego jest znakiem miłości samego Chrystusa.

Bardziej aniżeli to było w dokumencie, podkreślono misyjność rodziny. Do tej pory misyjność była wiązana zazwyczaj z duchowieństwem, z księżmi, zakonnicami i zakonnikami, ale nie z rodzinami. Tutaj natomiast podkreślono, że formacja chrześcijańska rodzin powinna wzbudzać większego ducha misyjnego.

Odniesiono się potem do związków cywilnych, do wspólnego zamieszkania, do rozwodów, do rozwiedzionych, którzy nie weszli w ponowne związki oraz do rozwiedzionych, którzy zawarli drugi związek cywilny. Powiedziano ogólnie, że potrzebna jest troska pasterska, która wszystkie te osoby prowadziłaby do większej świętości, podnosiła i umacniała w dobrem, a nie w grzechu.

Gdy zaś idzie o kwestie jurydyczne, to znaczy o procesy, które miałby przeprowadzać biskup diecezjalny, podkreślono, że niektórzy biskupi nie mają dostatecznej wiedzy na temat nieważności zawartego małżeństwa od samego początku. Potrzeba pewnej synergii, wspólnego działania, trybunałów i konsultorów rodzinnych w diecezji, by można było w tym względzie coś poprawić.

Wracając jeszcze raz do kwestii związków homoseksualnych, wyraźnie powiedziano, że nie mogą one w żaden sposób być porównywane do związku między kobietą a mężczyzną – także w trosce o prawa dzieci, które powinny harmonijnie wzrastać otoczone czułością tak ojca, jak i matki. Do tego dochodzi dużo wyzwań edukacyjnych, które temu wszystkiemu powinny towarzyszyć.

Inni zwrócili uwagę na to, że nie trzeba wstydliwie ukrywać pojęć grzechu cudzołóstwa czy nawrócenia. Nie należy używać eufemizmów, ale mówić po prostu, jakie jest nauczanie Ewangelii – żeby z tego wszystkiego nie wynikła jakaś defektywna doktryna na temat małżeństwa i rodziny.

Pięknie podnoszono też wieloraką rolę małżeństwa i rodziny, nazywając ją szkołą humanizmu i socjalizacji, czyli uspołecznienia, łonem życia kościelnego, szkołą uświęcenia oraz specjalnym źródłem powołań kapłańskich. Mówiono, że duszpasterstwo albo jest rodzinne, albo wcale go nie ma. Albo jest nakierowane na rodzinę (z której też ostatecznie wywodzą się kapłani), albo nic takiego nie ma i całe duszpasterstwo jest mizernego lotu.

Jest pewnie jeszcze dużo innych rzeczy, które przy tej okazji były podnoszone. Wydaje mi się, że spośród nich należałoby jeszcze zwrócić uwagę na głosy mówiące, aby na przyszłe zgromadzenie zwyczajne synodu w 2015 roku zaprosić przede wszystkim tych biskupów, którzy już w tym roku uczestniczyli w synodzie, ażeby byli ludzie, którzy mają w pamięci ten bieg obrad i mogliby od razu wejść w meritum, bez potrzeby ponownego zaznajamiania się z nim. Zwrócono też uwagę na Małżeństwo i Rodzinę z Nazaretu. Maryja, Józef i Pan Jezus stanowią model servati servandis małżeństwa i rodziny małżeńskiej – pociągający i dodający ducha wszystkim normalnym rodzinom.

Gdy idzie o samą Relatio, to zaznaczono, że po jej lekturze młodzi ludzie mogli stać się mniejszymi entuzjastami co do wyzwań, jakie stawiają chrześcijańskie małżeństwo i rodzina. Mowa też była o tym, że sami duszpasterze powinni wyznać swoje błędy i grzechy w prowadzeniu duszpasterstwa, które nie odnawia się czy – przynajmniej w niektórych przypadkach – nie odnawiało się i nie odpowiadało adekwatnie na wyzwania bieżącego czasu.

W każdej relacji mowa była o nierozerwalności, która powinna być chroniona. Żadna grupa tego nie podważała, co byłoby zresztą nawet trudne do wyobrażenia. Mówiono, że mimo iż nie mamy do czynienia z żadnym atakiem na trwałość rodziny, to jednak zaproponowane konkretne postanowienia duszpasterskie dotyczące sytuacji „nieregularnych” mogłyby sprawiać wrażenie, że nie jest to patrzenie przez okulary Ewangelii, przez okulary Jezusowe. Negatywnie też oceniano to, że relacja pozytywnie oceniała współżycie pozamałżeńskie czy wspólne zamieszkanie bez ślubu jako dozwolone, zamiast ukazywać, dlaczego te sposoby życia nie prowadzą do chrześcijańskiej i ludzkiej pełni.

Gdy idzie o prawo stopniowości, zaznaczono, że nie można mówić o stopniowości doktryny i obyczajów. Można co najwyżej mówić o stopniach moralnego wzrostu i tylko w takim sensie można dopuszczać samą zasadę stopniowości.

Tyle pewnie byłoby ważniejszych rzeczy przedstawionych przez ojców. Jak to wspomniano w jednym z podsumowań, potrzeba powrotu do wizji Jana Pawła II, która jest dobrym punktem wyjścia do katechezy o ludzkiej miłości i dlatego nie można jej pominąć.

Poruszono też wiele innych, szczegółowych i ciekawych zagadnień, zwłaszcza odnoszących się do trzeciej części Relatio, która dotyczyła kazusów nieregularnych. Gdy idzie o narzeczonych, przypomniano o wezwaniu do czystości. Co do rozwiedzionych, wskazano na wzbudzanie w sobie zdolności przebaczenia. Za każdym razem mówiono, że nie wolno zmieniać stałej doktryny Kościoła, ale należy ją aplikować do różnych, nieraz bolesnych, sytuacji naszej epoki, z nachyleniem do miłosierdzia – co zresztą było już powiedziane w samej Relatio post disceptationem.

Nawiązano też do konieczności podbudowania części drugiej tekstami Pisma Świętego oraz wyprowadzenia sensu Pisma Świętego i Tradycji. Należy wyrazić ufność w małżeństwo i rodzinę. Żyje przecież tyle małżeństw i rodzin, a niektóre z nich angażują się w duszpasterstwo rodzinne i im wszystkim trzeba wyrazić szczerą wdzięczność.

Poza tym prawda i miłosierdzie nie wykluczają się. Gdy mamy do czynienia z głoszeniem prawdy, to automatycznie jest to wyraz głębokiego miłosierdzia, pojednania i jedności z Bogiem. W miłosierdziu znajdujemy prawdę.

Nie wspominam już o innych zagadnieniach: o temacie formacji kapłanów, którzy byliby w stanie towarzyszyć rodzinie, by podprowadzać ją do Chrystusa, czy o roli organizacji i stowarzyszeń oraz ruchów prorodzinnych, które są bardzo korzystne i potrzebne w pracy duszpasterskiej z małżeństwami i rodzinami.

Na koniec może jeszcze trzeba by zwrócić uwagę, że druga część relacji, odnosząca się do „Ewangelii rodziny”, jest fundamentem, na którym trzeba konstruować cały plan dokumentu. Dysproporcje między częścią doktrynalną a duszpasterską są zbyt uderzające.

Spośród problemów, które towarzyszą szerszej rodzinie, trzeba zwrócić uwagę na warunki w których żyją dziadkowie i w ogóle starcy oraz na próby szukania ich obecności w rodzinie i w społeczeństwie, zwłaszcza gdy starość jest związana z ogromną biedą i beznadzieją. W takim przypadku obecność kościelna, parafialna musi być wyraźna i wspomagająca.

Wydaje się też, że ogólnym wskazaniem dla prac prowadzących do sformułowania ostatecznej deklaracji, która miałaby być Instrumentum laboris dla przyszłego synodu, jest wskazanie, żeby się nie śpieszyć ani nie dążyć do szybkich konkluzji, mogących prowadzić do opłakanych rezultatów. Należy szukać raczej koherentnej wizji i dotykać ujednoliconej problematyki, bez popadania w perspektywy jednostronne i pozbawione poparcia historycznego i teologicznego. To odnosi się zarówno do propozycji „dróg pokutnych”, jak i do propozycji przeprowadzenia praktyki, która jest właściwa Kościołom prawosławnym. Trzeba się dobrze zastanowić, czy możliwe jest przenoszenie do Kościoła łacińskiego tych praktyk bez pogłębionego studium.

Tyle mniej więcej byłoby spraw związanych z bardzo ciekawym etapem synodu, jakim było przedstawienie wyzwań pastoralnych poprzez relacje z prac w grupach językowych. Teraz czekamy z niecierpliwością na dzisiejszą (17 października) sesję popołudniową o godz. 16.30, na której będą przedstawiane wersje dokumentu końcowego. Dzisiaj lub jutro do południa powinno to być przegłosowane. Zobaczymy, w jakim kierunku zmieni się ton relacji post disceptationem po naniesieniu wszystkich poprawek i uwag. Wtedy z pewnością dokument przybierze kształt bardziej uporządkowany i lepiej odpowiadający nauce katolickiej.